I jak to jest z tym Bali z dzieckiem? TOP 6 miejsc do odwiedzenia w czasie rodzinnych wakacji (sierpień 2016)

08:45 dominika 0 Komentarze



Indonezyjska wyspa Bali chodziła nam po głowie od dawna i w te wakacje udało nam się ją odwiedzić. Mieliśmy trzy tygodnie, a nasza trasa wyglądała tak:




Objechaliśmy prawie całą wyspę, a po konsultacji z dziećmi przygotowaliśmy takie oto TOP 6 atrakcji rodzinnych wakacji:



1. Snorkelling na jednej z wysepek Gili

My zatrzymaliśmy się na tej najspokojniejszej, czyli Gili Meno, a dodatkowo wybraliśmy jej bardzo od portu oddaloną część. W środku sezonu turystycznego byliśmy więc nierzadko na "naszej" plaży sami, a w wodzie spotykaliśmy tylko rybki i żółwie :) Do portu mieliśmy na piechotę ok. 20 min, a ponieważ na wysepce oprócz nurkowania tak naprawdę nie ma co robić, chętnie wybieraliśmy się tam z dziećmi na lody, w ramach odmiany od zabaw w wodzie. Oto mapka wyspy:



Jeśli zatrzymujecie się dalej od portu, minusem jest mały wybór knajpek i ich wysokie ceny. Plusem jest urok tego nieco odosobnionego miejsca i fascynujące zachody słońca, które pięknie podświetlają widoczny na horyzoncie wulkan Agung i wracające na Gili Trawangan łódki rybackie.

Zobaczcie sami:


Widok w ciągu dnia też jest niczego sobie... Z jednej strony wyspy widać Gili Trawangan i majaczące się w oddali wulkany na Bali.



A z drugiej strony widok rozciąga się na równie przyjemną (sądząc z opisów na przeróżnych blogach) Gili Air i górzyste wybrzeże Lombok.



Rafa jest na tyle blisko, że nawet nasza początkująca pływaczka nie bała się nam towarzyszyć. Tutaj pierwsze próby z tatą w czasie odpływu, czyli snurki po warszawsku! Kolejne były już na głębokiej wodzie, ale odwaga się opłaciła - spotkaliśmy ogromnego żółwia.






 





Turkus wody, biel koralowej plaży, panorama otaczających wysp - Gili są idealnym kadrem dla fotografa. Warto być tam przynajmniej 3 dni, nie tylko po to, żeby spotkać żółwia, ale choćby po to, żeby wynudzić się "nicnierobieniem" w maleńkim raju :)

Informacje praktyczne: 
My płynęliśmy z Amed z firmą Kuda Hitam. Polecam to połączenie, bo jest najkrótsze, a wierzcie mi, że podróż tzw. "fast boat" nie należy do przyjemności... Z Amed płynęliśmy ok. godzinę na Gili Trawangan, potem łódka plynie na Gili Air, a następnie na Lombok. My wysiedliśmy na Trawangan i prywatną łódką, zorganizowaną przez naszego gospodarza na Meno zostaliśmy przewiezieni bezpośrednio na plażę przy bungalowach ( co zajęło jakieś 10 min). Samej firmy Kuda Hitam nie polecam, w jedną stronę spóźnili się z wypłynięciem prawie godzinę. Kiedy wracaliśmy, przypłynęli na Trawangan z półtoragodzinnym opóźnieniem, czyli można wnosić, że to u nich standard. Koszt: ok. 500K IDR/os. (z transferem z hotelu w Amed).

A tak wygląda port/plaża na Gili Trawangan

2. Bali Bird Park

Przyznam się, że z pewną nieśmiałością wybieraliśmy się do tego parku, zwłaszcza, że cena biletu była zdecydowanie zachodnioeuropejska. Jednak szczęście malujące się na twarzach dzieci karmiących papugi i pelikany, ich zachwyt, że mogą potrzymać ogromnego tukana i pogłaskać kolorową papugę, czy też potrzymać wielką iguanę - były bezcenne! Wystarczy rzucić okiem przy wejściu na godziny karmienia w poszczególnych częściach parku i zjawić się o odpowiedniej porze we właściwym miejscu. Miłe panie dają dzieciom niezbędne wyposażenie i prowiant - za nic nie trzeba już dodatkowo płacić. Zdjęcia z papugami i tukanami można spokojnie robić samemu, choć jeśli ktoś chce zakupić te od fotografa, to oczywiście też jest taka możliwość. Tuż obok części z ptakami jest Reptile Park, czyli mini park z gadami. Jeśli tak jak my traficie na sympatycznego pana przewodnika, dzieci będą mogły pogłaskać żółwia i potrzymać iguanę.







Informacje praktyczne:
Aktualne godziny otwarcia: http://www.bali-bird-park.com/
Cena biletu: 430K IDR/os. 
Godziny karmienia i pokazów specjalnych (sezon 2016):
 My załapaliśmy się na Bird Stars o 12.00, karmienie papug o 12.45 i karmienie pelikanów o 13.15.
 

3. Wycieczka na północ - ryżowe pola Jatiluwih i wodospad Sekumpul


Pola ryżowe są moim konikiem fotograficznym, mogę spędzić na nich dowolną ilość czasu i zapełnić dowolną ilość pamięci :) Ryż jest w ogóle niesamowitą rośliną: od momentu posadzenia do zbioru mijają tylko 3 miesiące, a zebrane i odpowiednio przygotowane snopki Balijczycy przechowują w spichlerzu nawet rok! Sprytny system tam powoduje, że kiedy wioska potrzebuje wody do zasadzenia ryżu, zgłasza się do "ryżowego szefa", który posiada klucz i który po konsultacji z władzami, otwiera tamę i woda zalewa odpowiednie pola.

Pola ryżowe Jatiluwih, które my zdecydowaliśmy się odwiedzić, należą do Światowego Dziedzictwa Unesco. Na terenie pól są wyznaczone do chodzenia ścieżki, także dzieci mogły się z bardzo bliska przyjrzeć pracy ludzi, systemowi nawodnienia i pomysłowym strachom na wróble w sarongach.















Jadąc dalej na północ, koniecznie trzeba odwiedzić któryś wodospad, my wybraliśmy Sekumpul, głównie dlatego, że nie jest tuż przy drodze i trzeba do niego dojść :) Sama trasa jest bardzo przyjemna i od parkingu zajmie Wam około pół godziny. Po drodze koniecznie spróbujcie ryżowych ciastek posypanych wiórkami kokosowymi i powąchajcie suszące się na słońcu goździki!

Sam wodospad zapiera dech - woda jest oczywiście lodowato zimna, ale może być błogosławieństwem po spacerze w upale. Po drodze będziecie przechodzić przez strumień, więc pamiętajcie o odpowiednich butach ( które można zmoczyć). 

Kąpiel jest przeżyciem niesamowitym, tylko nie podchodźcie za blisko do kaskady spadającej wody. Razem z wodą spadają kamienie i niejeden turysta  został tu poszkodowany...












Informacje praktyczne:
Wjazd na teren Jatiluwih kosztuje 20K IDR/os., podobno zbierają te pieniądze na renowację drogi, która faktycznie jest w fatalnym stanie. Bilet na Sekumpul kosztuje 5K IDR/os., przygotujcie się na sporo schodów i ok. półgodzinny spacerek.


4. Surfing - Seminyak


Pomimo bardzo niepochlebnych opinii o pasie wybrzeża od Kuty do Seminyak, zdecydowaliśmy się spędzić tam ostatnie 3 dni przed wylotem. Zatrzymaliśmy się na granicy Legian i Seminyak w małym starym hoteliku tuż przy samej plaży i zaskakująco dobrze się bawiliśmy! Pyszne australijskie burgery, klimatyczne i oświetlone kolorowymi lampkami wieczorne bary na plaży, a przede wszystkim szeroka piaszczysta plaża z falami idealnymi do body boarding czy początkujących surferów - cóż chcieć więcej? Jeśli wcześniej objedzie się wyspę i zasmakuje lokalnej kultury, kuchni, pięknej przyrody, poczuje magię okadzonych kadzidełkami świątyń, ta odrobina australijskiego surferskiego stylu życia będzie miła odmianą :) Tak jakbyśmy w czasie jednych wakacji odwiedzili dwa różne kraje! Może odezwał się u nas sentyment do naszej pierwszej i najbardziej szalonej podróży do Australii, a może po 3 tygodniach przejadło nam sie nasi goreng, na pewno te ostatnie dni przed wylotem będziemy wspominać bardzo miło!




5. Wodne ogrody Tirta Gangga


Choć powstały dopiero w 1948 roku i wiekiem nie dorównują większości balijskich świątyń, jest to miejsce naprawdę magiczne. Przepięknie zaprojektowane baseny i roślinność oczarowały zarówno nas, jak i dzieci. Dla nich oczywiście największą atrakcją było skakanie po kamiennej "ścieżce" i karmienie ogromnych karpi, Warto być tam popołudniu, kiedy słońce już tak nie doskwiera, a tłum się przerzedza. Można za dodatkową opłatą wykąpać się w jednym z basenów, ale szczerze mówiąc, lepiej czas spędzić podziwiając piękne okoliczności przyrody i dokarmiając ryby...








Informacje praktyczne: 
Wstęp kosztuje 10K IDR/os., jeśli chce się popływać to trzeba dopłacić drugie 10K IDR/os. Karmę dla ryb można kupić przy którymkolwiek stoisku przy wejściu, koszt symboliczny.

6. Świątynie na Bali


Myślę, że z dziećmi wystarczy odwiedzić kilka, nie ma co próbować ciągnąć je do więcej niż 3-4, bo będą marudzić. My polecamy następujące (kolejność przypadkowa): 

Pura Luhur Lempuyang

Zwana świątynią 1000 schodów, na co dzieci zareagowały głośnym "O nie!" :) Uspokójcie je, nie trzeba wchodzić wcale 2 godziny na samą górę - najniższa świątynia jest podobno najładniejsza, a widok jest przepiękny, sami zobaczcie: 







Informacje praktyczne: 
Wstęp co łaska, sarongi można wypożyczyć na miejscu. W najniższej świątyni można używać tylko bocznych schodów, te środkowe są przeznaczone dla kapłanów w czasie większych uroczystości.

Pura Besakih

Zwana Świątynią Matką, w internecie głównie straszy mafią przewodników. Niestety jest to prawda, są bardzo agresywni i grożą konsekwencjami, jeśli się nie skorzysta z ich usług. Trzeba ich konsekwentnie ignorować, a jeśli nie lubicie takich słownych przepychanek, poczekać aż inna grupa odwróci ich uwagę i wtedy wejść na teren świątyni. 

My trafiliśmy na obchody pełni księżyca, były wystrojone młode Balijki, były procesje ubranych na biało wiernych, setki zapalonych kadzidełek przy ofiarach i przedstawienie Ramayany...







Informacje praktyczne:
Wstęp 15K IDR/os., lepiej mieć własne sarongi.

 Pura Ulun Danu Bratan

Ta zbudowana w XVII wieku świątynia widnieje na banknocie o nominale 50K IDR i jest poświęcona bogini morza. Rzeczywiście jest niezwykle malownicza, choć z racji położenia nad jeziorem na wysokości 1200 m n.p.m. pogoda bywa tam kapryśna. Najlepiej odwiedzić ją koło południa, wtedy poranna mgła już powinna się rozwiać a popołudniowe chmury dopiero zaczynają napływać.




Informacje praktyczne:
Wstęp 35K IDR/os., nie potrzeba sarongów bo do najważniejszej części świątyni i tak wolno wchodzić tylko wiernym,

Pura Tirta Empul

Ta świątynia powstała już w X wieku dookoła uzdrawiających źródeł. Na filmie widać, jak niesamowicie to wygląda, kiedy krystalicznie czysta woda wypływa malutkimi gejzerami spod ziemi... Balijczycy przyjeżdżają tu, aby obmyć się w świętych wodach i złożyć ofiarę bóstwom. Smutne jest to, że tłumnie przybywający tu turyści traktują tę świątynię jak uroczy basen, w którym można się popluskać i ochłodzić w gorący dzień. Sami byliśmy świadkiem sytuacji, w której obcokrajowiec (na oko Francuz albo Hiszpan) przyblokował całą grupę przechodzących od źrodła do żródła wiernych. Podczas gdy oni przechodzili systematycznie, spędzając przy każdym żródle maksymalnie kilkadziesiąt sekund (tak jak się powinno to robić), on stał z głową pod strumieniem z 15 min, a biedni ludzi wstydzili się zwrócić mu uwagę. Ech...



Podczas zwiedzania tej świątyni trafiliśmy na wycieczkę rekrutów z indonezyjskiej szkoły Marynarki Wojennej, co zaowocowało strasznie zabawnym zdjęciem z naszą córką :)


Informacje praktyczne:
Wstęp 15K IDR/os., sarongi są wypożyczane bezpłatnie, na podstawie biletu. Trzeba mieć związane włosy.

Na naszej liście nie znajdziecie Monkey Forest, ani plantacji kawy i przypraw i zrobiliśmy to zupełnie świadomie, choć byliśmy w obu tych miejscach.

Małpy w Monkey Forest są naprawdę agresywne, nam ukradły nawet chusteczki antybakteryjne z plecaka, mimo, że wydawało nam się, że naprawdę uważaliśmy na jego zawartość. Córce małpa próbowała odkryźć koralik z cukienki, a na nasze próby odgonienia jej zareagowała wystawieniem kłów (małpa, nie córka) :)  Sam Monkey Forest jest rzeczywiście ładny z tymi wszystkimi mostkami i rzeźbami, ale wydaje mi się, że lepiej zobaczyć małpy w naturze, gdzieś po drodze na północ i darować sobie to przereklamowane miejsce.




Jeśli chodzi o plantacje, jeśli ktoś nigdy nie był w podobnym miejscu, to warto, ale jeśli kiedykolwiek byliście, to darujcie sobie. Obejrzenie jak rośnie kawa, czy kakaowiec, czy drzewa cynamonowe nie są warte cierpień luwaków, które na takich farmach trzymane są w klatkach. Podobnie jak wielkie nietoperze, które wystawiane są tu za dnia, a wieczorem również pakowane do klatek...





Podsumowując! Gdybyśmy nie byli najpierw na Sri Lance, zakochalibyśmy się w Bali i wybaczyli turystyczny klimat, wysokie ceny i powolny serwis w knajpach :) Rzeczywiście można tam jeszcze znaleźć miejsca spokojne i autentycznie magiczne, ale jest ich już coraz mniej i choć wyspę będziemy wspominać miło, raczej się tam ponownie nie wybierzemy... A na Sri Lankę - kto wie, kto wie? :)

A filmik z naszego pobytu znajdziecie w nowym dziale: FILMY !




0 komentarze:

Masz pytanie? Napisz!

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *